Komentarz ekspercki Andrzeja Mańkowskiego, Dyrektora Generalnego AVS Polska, dla Loan Magazine.
Rok 2026 będzie dla windykacji leasingowej momentem wyraźnego przesunięcia akcentów. Nie chodzi już o pytanie czyautomatyzować procesy, ale gdzie kończy się skuteczność algorytmów, a gdzie zaczyna się realne ryzyko operacyjne. Jak podkreśla Andrzej Mańkowski, Dyrektor Generalny AVS Polska, w rozmowie z Loan Magazine, branża wchodzi w etap, w którym technologia i działania terenowe muszą być projektowane wspólnie – a nie traktowane jako alternatywy.
Automatyzacja – efektywna, ale nie wystarczająca
Firmy leasingowe coraz częściej decydują się na insourcing monitoringu należności i prewindykacji. Własne systemy – takie jak VSOFT – przejmują masową komunikację: monity, SMS-y, voice-boty, automatyczne przypomnienia. Z perspektywy kosztowej i operacyjnej to naturalny kierunek.
Problem pojawia się jednak tam, gdzie dłużnik celowo unika kontaktu. Algorytm nie odróżnia chwilowego braku reakcji od świadomego „znikania” z systemu. W efekcie sprawy przez wiele tygodni pozostają w automatycznej obsłudze, mimo że nie ma żadnej skutecznej interakcji z klientem.
Automatyzacja świetnie radzi sobie z obsługą prostych przypadków, ale w momencie gdy klient przestaje odpowiadać, system „zasypia”. A to właśnie wtedy ryzyko zaczyna rosnąć najszybciej – zauważa Andrzej Mańkowski.
Windykacja terenowa – nie za późno, tylko za wcześnie
Jednym z kluczowych problemów obecnych procesów jest zbyt późne uruchamianie windykacji terenowej. W praktyce wiele spraw trafia do działań terenowych dopiero przy 50–75 DPD, czyli po dwóch lub trzech niespłaconych ratach. Przez ten czas leasingodawca nie ma żadnej realnej wiedzy o sytuacji klienta ani o stanie przedmiotu leasingu.
Tymczasem – jak podkreśla ekspert AVS Polska – brak jakiejkolwiek skutecznej interakcji w ciągu pierwszych 30 dni powinien być jasnym sygnałem alarmowym.
Windykacja terenowa to nie tylko odzyskiwanie należności. To przede wszystkim weryfikacja rzeczywistości: czy firma nadal działa, czy majątek istnieje, czy przedmiot leasingu nie został ukryty lub wyprowadzony. W tym sensie windykatorzy terenowi pełnią rolę „oczu i uszu” leasingodawcy.
Cyfrowe umowy – wygoda, która zwiększa ryzyko
Kolejnym istotnym trendem na 2026 rok jest upowszechnienie dokumentowej formy zawierania umów leasingowych. Proces staje się szybszy, wygodniejszy i bardziej skalowalny. Jednocześnie znika element bezpośredniego kontaktu, który wcześniej pełnił funkcję naturalnego filtra ryzyka.
– Brak fizycznego spotkania to realna furtka dla przestępczości zorganizowanej – ostrzega Andrzej Mańkowski.
Doświadczenia rynku brytyjskiego pokazują, że przejmowanie spółek z dobrą historią kredytową i zamawianie online flot pojazdów może prowadzić do strat liczonych w milionach.
Gdy systemy wysyłają monity, firmy już nie istnieją, a pojazdy są poza jurysdykcją.
„Cyfrowy ślad” pojazdu jako nowy standard bezpieczeństwa
Jednocześnie digitalizacja otwiera nowe możliwości ochrony interesów leasingodawców. Coraz częściej możliwe jest pozyskiwanie danych o pojeździe bez instalowania zewnętrznych systemów GPS – bezpośrednio z systemów producentów.
Analiza lokalizacji, geo-fencing, scoring behawioralny czy mapy aktywności pojazdu pozwalają budować systemy wczesnego ostrzegania, które znacząco zwiększają szanse na odzyskanie mienia.
W praktyce oznacza to fundamentalną zmianę w windykacji leasingowej:
od polegania na deklaracjach klienta – do operowania na potwierdzonych danych o lokalizacji i użytkowaniu przedmiotu.
Nowa rzeczywistość, nowe pytania
Rozwój tych technologii rodzi też wyzwania regulacyjne i operacyjne: bezpieczeństwo danych, profilowanie, zgodność z przepisami o ochronie prywatności. Rynek będzie musiał odpowiedzieć na te pytania szybciej, niż wielu uczestników się spodziewa.
Jedno pozostaje niezmienne – jak podsumowuje Andrzej Mańkowski – wygrywać będą ci, którzy potrafią połączyć algorytmy z szybką reakcją w świecie rzeczywistym. Technologia bez działań terenowych jest ślepa. Działania terenowe bez danych – spóźnione.






